Czy inwestowanie w złoto wciąż się opłaca?

W świecie, w którym gospodarka zmienia się niemal z dnia na dzień, wiele osób zastanawia się, czy złoto nadal powinno znaleźć się w ich portfelu. Ten kruszec od wieków uchodzi za symbol stabilności – coś, co nie traci wartości nawet wtedy, gdy reszta rynku się załamuje.

Co winduje cenę złota, gdy świat drży?

Złoto błyszczy najjaśniej, gdy ludzie tracą zaufanie do papierowych pieniędzy. Inflacja potrafi w okamgnieniu zniweczyć oszczędności, więc wszyscy szukają czegoś o realnej, fizycznej wartości. Historia pokazuje wiele takich momentów – wielki kryzys lat 30., panika 2008 roku, pandemia. Za każdym razem cena kruszcu szybowała w górę. Dlaczego? Nowego złota nie da się „dodrukować” jak banknotów. Kopalnie mają swoje limity, a nowe złoża odkrywa się rzadko. Podaż pozostaje sztywna, a w kryzysie popyt eksploduje.

Złoto chroni też przed upadkiem lokalnej waluty. W sytuacjach takich jak hiperinflacja, wojna domowa czy bankructwo państwa, pieniądz krajowy traci na wartości błyskawicznie. Złoto działa niezależnie od rządów. Dlatego banki centralne same gromadzą jego rezerwy – wiedzą, że w ostateczności to właśnie metal zapewnia bezpieczeństwo.

Co steruje ceną złota dzisiaj?

Największy wpływ mają realne stopy procentowe. Kiedy oprocentowanie obligacji po odjęciu inflacji jest wysokie, nikt nie chce trzymać metalu, który nie przynosi odsetek. Lepiej ulokować pieniądze w lokacie. Gdy stopy realne spadają poniżej zera, złoto zyskuje na atrakcyjności. Ostatnie pięć lat wyraźnie to pokazało.

Geopolityka również odgrywa rolę. Wojny, sankcje czy napięcia między mocarstwami sprawiają, że inwestorzy szukają bezpiecznej przystani. Do tego dochodzi popyt jubilerski w Azji – w Indiach i Chinach złota biżuteria to obowiązkowy prezent ślubny, a rosnąca klasa średnia zwiększa popyt na pierścionki i bransoletki.

Nie można pominąć wpływu dolara. Skoro złoto wyceniane jest w USD, słabsza waluta sprawia, że metal staje się tańszy dla reszty świata, a popyt rośnie. To jeden z najprostszych i najskuteczniejszych wskaźników cenowych. Patrząc na wykres DXY, można przewidzieć kierunek rynku.

Czy złoto wciąż powinno znaleźć się w portfelu?

Oczywiście, nie powinno stanowić całego portfela – byłoby to ryzykowne. Jednak 5–15 procent to sensowna strategia. Działa jak poduszka powietrzna. Kiedy giełda spada, złoto często zachowuje wartość, co zmniejsza straty i pozwala spać spokojnie. Na przestrzeni lat chroni przed utratą siły nabywczej lepiej niż gotówka na zerowym koncie. Nie przynosi dywidend ani odsetek, ale po 15–20 latach zwykle zachowuje realną wartość, czasem przynosząc niewielki zysk. Jego zadaniem nie jest pomnażanie majątku, lecz jego ochrona.

Dostęp do złota jest dziś banalnie prosty. Nie trzeba kupować sztabek ani wynajmować skrytki w banku. Istnieją ETF-y zabezpieczone fizycznym metalem, które można sprzedać niemal natychmiast. Pamiętam, jak piętnaście lat temu znajomy nosił w teczce 100-gramową sztabkę i bał się metra. Teraz kupuje uncje przez telefon, leżąc w piżamie. Postęp jest widoczny.

Decyzja należy do ciebie: ile ryzyka jesteś w stanie zaakceptować i na jak długo lokujesz środki. Jeśli cenisz spokój ducha, złoto pozostaje lojalnym partnerem. Jeśli wolisz adrenalinkę i rozwój firm, wystarczy symboliczna ilość. Klucz leży w rozsądku i dywersyfikacji. Świat nigdy nie będzie całkowicie przewidywalny, a złoto od tysięcy lat pozostaje najlepszą odpowiedzią na niepewność.

 

 

Autor: Piotr Mazur

Dodaj komentarz